sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2a

Witam bardzo serdecznie po dłuuuugiej przerwie.
Mam nadzieję, że wytrzymam do następnego tygodnia zanim dodam kolejną część.

Miłego czytania ;P




Rozdział 2

Moja siostra ma miejsce niedaleko mnie. Właściwie to dostała swój skrawek tuż obok. Całkiem nieźle radzi sobie w tym wymiarze. Nasze dusze są zapisane w czasie. Niektórzy na Ziemi mówią na ten świat dziewiąty wymiar. Ale umysły uczonych nie potrafią zrozumieć. Choćby próbowano przełamać granicę między czasem a przestrzenią, to nigdy się to nie uda fizycznym. Wiele mi nie wiadomo na temat ten i pozostałych planet, ale wszystko przede mną. Będąc w tym miejscu każdy karmi się nauką. Nauką tańca, śpiewu, przedmiotów ścisłych pochodzących z Ziemi i nie tylko. To jest potrzeba podobna do ziemskiego głodu.
     Kiedy przekraczam granicę między moją łąką a polem Cerasis, to obmywa mnie takie ciepłe powietrze. Pamiętam jak kiedyś wchodziłam do supermarketu z zimnego dworu, to ta dmuchawa nad drzwiami wiała takim ciepłem. To jest bardzo podobne odczucie. Można przy tym na sekundę odpłynąć. Zamykam oczy i sprawia mi to przyjemność, bo wracają wspomnienia. Mniejsza.
Cerasis ma piękną wyobraźnię. Ocean, który znajduje się dookoła jej wyspy, jest lazurowy jak jej piękne i duże oczy. Tym widokiem można karmić się całą wieczność. Na jej lądzie znajdują się różne tropikalne drzewa; sekwoje, palmy, bananowce, figowce. Widuje tu głównie papugi. Moja siostra jest tutaj dopiero rok i już zaznajomiła się z każdym zachodzącym tu zjawiskiem. Dlaczego rok? Przecież minęło zaledwie kilka godzin, pomyślicie! Czas w dziewiątym wymiarze płynie bardzo szybko. W każdym razie Cerasis odmłodniała w Naszym Eden. To kolejna tutejsza zależność. Powoli brodzę po kostki w ciepłej przezroczystej wodzie, zmierzając w stronę ławki na lądzie, na której siedzi dziewczyna. Oparłam się o nią i oczami szukałam punktu, w który wpatruje się Laura. Znalazłam. To tańczące w przestrzeni motyle. Dwa piękne i kolorowe gonią za trzecim, który nie posiadał tak wielu barw, ale wyróżniał się na tle innych wieloma odcieniami błękitu.
- Siostro, twoje wspomnienia są w postaci motyli? Myślałam, że nie za bardzo je lubisz. - stwierdziłam.
- Ostatnio wiele się zmieniło. Wiesz co jest piękne? - zapytała. Spojrzałam na nią z zaciekawieniem i przecząco pokiwałam głową.
- Ten niebieski motyl, - wskazała palcem – jest odzwierciedleniem moich przykrych wspomnień, a także tych, których nie pamiętam dokładnie. Natomiast te kolorowe są odbiciami tych pięknych. - Zwróciła głowę w moją stronę uniosła lewą rękę i dłonią przeczesała moje rozczochrane, długie włosy, które opadły mi wcześniej na twarz. Smutny uśmiech wkradł się na jej policzki. Zrozumiałam, że coś ją trapi.
- Coś się stało? Coś nie tak? - zapytałam przejęta.
- Wiesz Fenestram, nie pamiętam swojej śmierci. Spójrz za siebie na moją wyspę. - odwróciłam się. Ze zdziwieniem zauważyłam, że brak na niej w wielu miejscach kolorów. Nie powinno tak być. Nagle zobaczyłam jak za nami w oddali unosi się wielka fala wody. Zbliża się coraz szybciej i szybciej.
- Cerasis, zobacz! Co się dzieje?
- To jest wyładowanie elektryczne... płynie z ziemi. Próbują mnie już trzeci raz z rzędu przywrócić do życia. Ludzie są uparci. - odpowiedziała. Fala uderzyła w nas i porwała w dół. Czułam się dziwnie kiedy dreszcze mnie przeszywały. Fala powoli zaczęła wtapiać się w przestrzeń pod nami. Jakby ciągnęła nas w stronę Ziemi. Kiedy już zaczęłam widzieć kosmos Felijan - mój anioł stróż - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Niestety moja siostra spadła. Zdziwiło mnie dlaczego Georon – jej anioł stróż – nie pomógł jej zostać. W ulotności chwili zdołałam zobaczyć tylko jak leży w szpitalu podłączona do respiratora z podkrążonymi oczami i wybroczynami na przedramionach, cała w zadrapaniach. To był przerażający i smutny widok. Wokół niej krzątało się kilka pielęgniarek, które zajęte były wykonywaniem poleceń lekarza. Sterylna sala i mama. Tam, na dole, na ziemi stojąca w progu drzwi do sali, trzymała ręce przy twarzy z przerażenia. 
- Mamo, Cera żyje, nie płacz - wykrzyczałam z całych sił, ale nie słyszała.
Cisza wcisnęła mi się na usta, gdy u jej boku zobaczyłam obcego mężczyznę. Trzymał ją w objęciach. Jedną rękę miał na jej biodrze, a drugą na ramieniu po drugiej stronie. Nie widziałam jego twarzy zbyt dobrze, ale jego kruczoczarne włosy utkwiły mi w pamięci. Pamiętam jeszcze jakie miał masywne ramiona i mleczną cerę do tego te długie ręce. Wzdrygnęłam się na ten widok.
Z rozmyślania wyrwał mnie głos Felijan, który zadawał mi pytanie;
- Nic Ci się nie stało? Jesteś cała? - jest zbyt nadopiekuńczy, ale to raczej jego zaleta niż wada.
- Nie, wszystko w porządku... - odpowiedziałam myśląc o czym innym – Georon, dlaczego nie ratowałeś Laury? Przecież już się tutaj dostała! - zapytałam naciskając na niego.

- Szef Ci wyjaśni, Fenestram... - odpowiedział po czym podszedł do mnie i pogładził mnie po głowie, żeby zaraz po tym pstryknąć mnie w czoło w znamie mojego imienia - trójkąt z trzema małymi kołami na jego rogach. Felijan przyglądał się temu z dezaprobatą.

Pozdrawiam,
GE

środa, 5 marca 2014

Przeszłość

Witam...

Idealne.


Fenastram
- Z ŻYCIA NA ZIEMI -



Ludzie są maleńcy w porównaniu z przestrzenią niezmierzonego kosmosu...
Piękne z nas istoty, ale czy zasługujemy na istnienie?
Czy jesteśmy godni życia, które otrzymaliśmy?

Kocham zwierzęta, bo wiem ile posiadam Ja, a ile One.
Przykro mi z tego powodu...
Zwierzęta nie nienawidzą,
nie zazdroszczą...
Są jedynie zdrowo samolubne.

Ludzie są pełni nienawiści, zazdrości i egoizmu...
Dlaczego? Przecież dostaliśmy więcej niż nasi pobratyńcy,
Zwierzęta, które zdane na Łaskę Boga co dzień starają się przetrwać.

Mamy tak wielką paletę możliwości...
Mamy tyle gam wolnego wyboru...
Mamy WSZYSTKO czego pragnęły by inne stworzenia,
gdyby tylko mogły myśleć głębiej... jak My.

Nienawidzę ludzi za ich okrutne cechy zniszczenia
tego co dookoła... możemy Dziś jeszcze tego dotknąć, spróbować... jeszcze.

Zazdroszczę innym, że mogą zapomnieć, zatracić się w zwykłej czynności
i nie pamiętać już nic co wstecz i przed...

Jestem samolubna myśląc, że nie mogę mieć tego czego bym sobie wyśniła...
...lecz prawdą jest to, że obwiniam siebie za całe zło i chcę nieść ten bagaż.

Ciąży mi to, gdy trzymam tą dławiącą myśl z ciszą na moim gardle...

Duszę się, gdy osoba/sytuacja/czyn/myśl dokłada kilogramów na me ręce...

Zabija mnie żal i ból, którego doświadczam za dnia i w nocy...

Lecz co ja mogę zrobić?
Zasnąć i pozwolić marzyć mej podświadomości o lepszej jutrzence?

Zasnąć i się nie obudzić?
Chyba, że zawoła mnie łagodny głos Pana:

"Wstań i Idź - póki twoje serce tłoczy krew." 




Pozdrawiam!
 GE

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 1

Coś innego,
mam nadzieję, że też ciekawe...
tak jak;
white-burn.blogspot.com

Pozdrawiam
QK


Rozdział 1




Szybciej, bo nie zdążę. Nie mogę się znowu spóźnić! Za często mi się to zdarza. Mam tylko nadzieję, że nie czekają tylko na mnie. Wczoraj, gdy mnie zaprosili myślałam, że żartują. Dziś jestem niepewna co do mojej odpowiedzi. Biegnę przez łąkę maków, zrywając uplecione między nimi pajęczyny. Torba powoli zaczęła mi się zsuwać z ramienia, więc ją poprawiłam. Rozglądam się dookoła. „Raj” tak powiedział Szef. Podobno mogę sprawić, że moje Eden będzie wyglądało jak chcę lub marzę. Pogoda zmienia się w zależności uczuć tego, kto posiada skrawek „nieba”. Co On jeszcze mówił. Ach tak! Rośliny i zwierzęta też tu są, ale one jedynie wybierają na czyjej „części” chcą przebywać. W tym momencie zauważyłam, że po moim ramieniu wspina się pająk. Podłożyłam mu pod odnóża moją dłoń. Wszedł na nią. Jego jasno zielona barwa przypomniała mi trawę wiosną, ciemny krzyżyk na odwłoku spowodował, że przed oczami stanął mi widok bazi, a białe plamy na nim przypomniały o krokusach wyłaniających się spod cienkiej warstwy śniegu. Zamknęłam oczy i próbuję sobie przypomnieć zapach mroźnego poranka na ziemi i powiew chłodnego wiatru na twarzy, we włosach. Ta woń świeżej pory roku przypomniała mi o dreszczach jakie mnie przechodziły w takich momentach jak ten. Ech te piękne wspomnienia z Ziemi... wygląda stąd tak samo jak ją zapamiętałam. Ludzie się postarali by jej nie zniszczyć. Mogę tam zejść bez przeszkód i ludzie mnie widzą, mogą dotknąć i nie wiedzą nawet, że spotkali kogoś, kto już wcześniej tam był – oczywiście Ci którzy mnie znali nigdy mnie nie rozpoznają– anioły – moi przełożeni – nie posiadają zdolności do zmian tych praw, jedynie Szef, ale on może wszystko. Nigdy nie czułam potrzeby by zejść na ziemię, po co? To miejsce ludzi, a nie Esse. Zerknęłam na stawonoga, uśmiechnęłam się i rzuciłam mu ciepłe spojrzenie. Istoty, które On stworzył są Tutaj powiązane siecią telepatyczną, ponieważ język wymyślili ludzie, a my nie posiadamy strun głosowych.

- „Jesteś mój Drogi tak piękny jak wiosna, wiesz?” - rzekłam do stworzenia.

- „Ut animam pueri” - odpowiedziało. Rękę zbliżyłam do trawy, a pająk powoli i dostojnie z niej zszedł. Zaczęłam przebierać między słowami świata, które każda Anima – dusza – zna w Tym miejscu. Czuwająca nad życiem? Ciągle ktoś mnie tak nazywa. Teraz, gdy już poszedł nie chcę go niepokoić.
     Zaraz! Rozprysł się w kryształki, które teraz się unoszą. No tak... reinkarnował. Szef o tym wspominał. „Zwierzęta po krótkim odpoczynku wracają na ziemię.” Tego się niedawno dowiedziałam. Szef mówi do mnie Fenestram. Nie ma co Mu się dziwić, kocha łacinę, a ja uwielbiam zwierzęta, dlatego zostałam Jego świetlikiem. Skrzydlaci Przełożeni, ostatnio znów kilku się zbuntowało i Pan nie daje sobie sam rady z papierami. Ma sekretarzy, ale to też tylko Esse – egzystencje – chodzi mi oczywiście o świętych. Zdarza się, że prosi też innych o pomoc. Pan nie daje rady sam oprowadzać wszystkich nowo przybyłych, więc zostałam przyzwoitką. Nie żebym miała coś przeciw, ale liczyłam, że będę miała więcej czasu na odpoczynek w moim Eden. Cóż niech się dzieje co ma się dziać... tak powiedziałaby moja kochana mama.
     Zatem znów zmierzam do siedziby Szefa. Pewnie czeka z dziecięcą niecierpliwością na moje przybycie. Zauważyłam, że każdego oczekuje inaczej. To znaczy, towarzyszą mu różne emocje, których My nie pamiętamy, lecz sam Jego widok wystarczy. Uczucia, które nadal nam towarzyszą to szczęście i potrzeba pomocy. Jedno jest następstwem drugiego, jak udało Ci się zauważyć. Zaniem zostaniemy aniołami minie bardzo dużo czasu, ale takiej potrzeby żadne z Nas nie posiada.

     Biegnę przez „skrawek” Rozy. Nic tak bardzo mnie Tu nie rozśmiesza, jak jej miejsce. Panna Roza ma ogród pełen róż jakich nikt na ziemi nie widział. W sumie też nigdy takich nie widziałam przez całe moje życie. Może dlatego, że było krótkie? Do Eden zabieramy swoje wspomnienia. To znaczy, wszystko co widziało się w życiu od najmłodszych lat, jest zapisane w naszych duszach. Łąka maków, którą tu mam jest wspomnieniem polany na wsi u babci Genny. Mam u siebie wschody słońca, każdy inny, ponieważ zawsze budziłam się wcześnie... bardzo wcześnie,więc na ziemi widziałam ich wiele. Z zachodami jest tak samo. Rzeczy piękne, które widzieliśmy na planecie możemy je odtwarzać podczas wiecznego przesiadywania. Dlatego niebo wygląda tak różnorodnie. Kiedy chodzimy po trawie na przykład, to ze wspomnień wraca to uczucie lub gdy wchodzimy do wody, przypominamy sobie jej chłód i wilgoć.
     Biegnij! Szybko! Jeszcze tylko kawałek...
     Jestem na miejscu, w Jego domu. Ach... nie ma słów by opisać to miejsce, ale mogę wam powiedzieć, że jest na nas otwarte. Kiedy do niego wchodzę przypominają mi się zapachy dobiegające z kuchni mojego małego domku na wsi, mieszkałam tam z rodziną, a teraz jestem z babcią, Tutaj. Zrobiłam kolejny krok i Pan złapał mnie za ramiona i objął. Trzeba to poczuć samemu, ponieważ nikt nie będzie w stanie opisać tego odczucia, nawet wyobraźnia nie pomoże, ale jest ono najbliższe sercu. Ta chwila objęcia jest sięgnięciem na Ziemię po najprzyjemniejsze co Cię na niej spotkało.

- Moja droga Fenn, mam dla Ciebie zadanie... - rzekł i przywołał anioła, a ten wprowadził moją starszą siostrę Laurę. Ucieszyłam się z jej obecności. Moja rodzina powoli się schodzi.

-  ... oprowadzisz miłą Cerasis...  - to znaczy wiśnia -  ...po Naszych ziemiach... - powiedział.

- Oczywiście. - odpowiedziałam. - Cerasis, chodźmy... - ucho torby ścisnęłam mocnej z podekscytowania, kiedy się do mnie uśmiechnęła.

- Panie pozwolą, ale idę subtelnie wysłuchiwać i spełniać prośby moich Dzieci. Do zobaczenia dziewczynki. - i zniknął, On uwielbia to robić. Kocham to miejsce całą sobą i nie mam pojęcia co byśmy zrobili bez Szefa i siebie nawzajem. Nie zamierzam stąd odchodzić.

Dziękuję za zerknięcie...
GE